blog

Wywiad: Plash (Dj Przeplach) - część 2


Link 10.10.2014 :: 10:30 Komentuj (0)

Poniżej druga część mojej rozmowy z reprezentantem Krakowa - Przeplachem. Zapraszam serdecznie!

Z perspektywy czasu jesteś zadowolony z przyjęcia materiału, który wszedł na płytę "Isolation"?

Jestem bardzo zadowolony! Winyl wydałem sam - własnym sumptem, własnym kosztem, bez jakiejś
większej promocji. Wiele osób pomogło mi w realizacji tego materiału m.in. Krime, Dmc, Eprom, który
miksował i masterował cały materiał. Dzięki niemu ta płyta brzmi tak jak chciałem by brzmiała. Chłopaki
od klipu bardzo dużo mi pomogli, zrealizowali moją wizję klipu. Kamol pomógł mi sporo w promocji jak
i w innych muzycznych rzeczach. (W tym momencie zadzwonił Przeplachowi telefon;-). Wracając do pytania -
powiem Ci szczerze, że ja nie miałem jakiegoś ciśnienia, że muszę ten materiał sprzedać i zarobić na
nim kupę pieniędzy. Spełniłem po prostu kolejne swoje marzenie, przeskoczyłem kolejną poprzeczkę,
którą sobie kiedyś założyłem. Na ten moment jestem zadowolony z tego materiału. Może za jakiś czas
zmienię zdanie, gdy moje umiejętności produkcyjne będą na wyższym poziomie. Póki co jestem zadowolony
w 99%, również z przyjęcia przez odbiorców. Wiesz, na dzień dzisiejszy zostało mi zaledwie 50 płyt z 500
sztuk. Sporo płyt wysyłałem również za granicę m.in. paczki po 30 sztuk. Ludzie cały czas do mnie piszą
i pytają o tę płytę, mówią że im się podoba. Jestem zadowolony, że udało mi się to wszystko samemu
osiągnąć, oczywiście przy wsparciu przyjaciół, których wymieniłem wcześniej. Misja jak najbardziej spełniona
jeśli chodzi o epkę "Isolation".

Od wielu lat grasz imprezy jako didżej na jamach b-boyowych. Jak w Twoim mniemaniu, na przestrzeni tych
lat zmieniły się owe imprezy. Czy okres z przed powiedzmy dwóch lat, gdy w mediach było mnóstwo seriali
i programów tanecznych, jakkolwiek wpłynął na B-Boying? Spotkałeś wielu sezonowców?


Z B-Boyingiem nie ma żartów! To nie jest rodzaj tańca, w którym przybrylujesz po dwóch miesiącach treningów,
ubierzesz ładne ciuchy, wpadniesz i jesteś kozak, nie. Ten taniec wymaga od Ciebie charakteru, wielu lat
treningów. Często będę powtarzał, że w hip-hopie najważniejsze jest to, że im bardziej jesteś prawdziwy, tym
bardziej jesteś szanowany. Tutaj nie ma miejsca na pozerke i osoby przypadkowe. Owszem, dwa lata temu
był taki wysyp, i może dobrze np. dla szkół tańca. Ten wysyp nie oznacza nic złego, bo ktoś mógł zajawić
się tańcem, trafić do odpowiednich rąk. I jestem przekonany, że takie rzeczy tez miały miejsce...

Przepraszam, że Ci przerwę, ale wiesz na te powiedzmy 20 osób, może z dwie osoby zostaną na stałe.


Dokładnie, i wtedy to już jest mega sukces. Ta cała komercja i boom na taniec, nie do końca jest taki zła.
Z drugiej strony, mnie się to osobiście nie do końca podobało - wszędzie był taniec, nie zawsze był on
pokazywany od takiej strony prawdziwej - jaki jest B-Boying, jak wygląda, jakie ma korzenie. Oczywiście
była to jakaś forma promocji tego tańca i spoko. Tak naprawdę, osoby które mają tańczyć to tańczą, te
co nie, to poodpadały, a żeby jeździć na bitwy to trzeba mieć już określone umiejętności. Więc wiesz, Ci
sezonowcy może nawet nie pojawiali się na takich imprezach. Chyba to tyle.

Przy okazji wydania przez Trials X reedycji swojej pierwszej płyty, trafiłem w internecie na jakiś stary
program w którym byli gośćmi, bodaj nawet w Telewizji Publicznej. Na scenie towarzyszyli im tancerze,
i nie mówi tutaj o b-boyach, tylko o "normalnych" tancerzach. W Stanach Zjednoczonych w latach 80-tych
było to normalne i nagle (może nawet nie nagle) nie pojawiali się już razem na scenie. Czym to było
spowodowane Twoim zdaniem?


Kurde, fajne pytanie (śmiech). Bardzo mi się podoba! Kiedyś wszystkie elementy hip-hopu (nie tylko B-Boying,
bo kiedyś był taki taniec jak "rap" (śmiech), w Polsce były zawody tańca rap), były spójne. Dzisiaj nawet
rozmawialiśmy na ten temat - większość raperów nie przygotowuje swojego show. Myślą że przyjadą, zagrają
byle jak, bez przygotowania, zgarną siano i tyle. Każda kapela, zespół grający muzykę na żywo robi próby
po to by zagrać jak najlepiej, bez wpadek, by być zgranym i pokazać się z jak najlepszej strony. Zapominają o tym,
że jeśli biorą sobie przydomek MC, to fajnie jest poruszyć ludzi, przygotować się jakoś by zostać zapamiętanym,
ale przede wszystkim by zrobić fajne show - ludzie jak i wykonawcy mają być zadowoleni, wtedy ma to sens.
Myślę, że do tego tancerze byli wtedy potrzebni - coś się działo na scenie. Do tej pory kilku raperów bierze b-boys
na scenę, co prawda większość to raperzy zagraniczni - Krs One zawsze. Rugged Man też wywołał ostatnio
w Żorach B-Boys na scenę, zgłosiłem się od razu (śmiech). Ostry również bierze B-Boys na scenę.

Chyba nawet nasz wspólny znajomy, B-Boy Alex trafił na Hip-Hop Kempie na scenę, przy okazji koncertu
Ostrego i Marco Polo.


Tak, tak widziałem to, byłem również na scenie, mam nawet zdjęcia z tego show. Takie akcje są bardzo spoko.
Wiesz, tak jak dziś gadaliśmy - mi nie chodzi o to by w każdym klipie był taniec, pomalowany pociągi, ale
fajnie jest czasem uświadamiać ludzi ze sceny, mówiąc do kilku tysięcy, że to co oni robią ma swoje korzenie
i z czegoś wyszło. To jest bardzo ważne, zwłaszcza że słucha Cie dużo młodych ludzi. Fajnie jest przekazywać
im jakąś wiedzę, nie tylko swoje kawałki, ale też wiedzę. Zagraniczni raperzy nie tylko zabierają B-Boys na
scenę, również dużo opowiada, jest dużo tributes, czego w Polsce nie ma. To jest fajne, bo to pokazuje, że
ten ktoś jest związany z hip-hopem nie tylko zamykając się do swoich kawałków, tylko że ma otwartą głowę
na inne rzeczy.

Powiem Ci, że byłem na wielu koncertach zagranicznych mc's w Polsce, i tak naprawdę każdy z nich
wspomina artystów, których już z nami nie ma. Wspominają Tupaca, Biggiego, Ol Dirty etc.


No właśnie! Dokładnie.

W Polsce szczerze mówiąc zauważyłem to tylko u Ostrego i Tewu. Nikt nie wspomina Bolca, Magika...


I to jest smutne! Ja, gdy gram jakieś zawody taneczne, a później jest koncert. Czy jadę np. na jakiś festiwal,
gdzie mam okazję usłyszeć polskich rap wykonawców to czasami czuję się, jakbym reprezentował całkiem
inną kulturę. Czuję się jakbym był gdzie indziej. Kiedyś tego nie było, kiedyś mc's bardziej trzymali się
z graficiarzami, didżejami, mieli większy szacunek do kultury. Mam wrażenie, że rap teraz troszeczkę jakby
uciekł od tego. Rap jest najbardziej popularnym elementem hip-hopu, a jednocześnie najbardziej zabija
hip-hop moim zdaniem. Niektórzy artyści pamiętają jeszcze o korzeniach i starają się przekazać to młodym.
Zdecydowanej większości polskich koncertów nie mogę po prostu oglądać.

darmowy hosting obrazków
Twoja najbardziej szalona muzyczna wyprawa?

Kiedyś jechałem autokarem grać zawowy B-Boyowe za Stuttgart 18 godzin, zagrałem te zawody, przespałem
się 4 godziny i 18 godzin wracałem do Krakowa. W Krakowie miałem 4 godziny na przepakowanie się i jechałem
24 godziny autokarem na Ukrainę do Mikołajewa. Także to chyba było największe kombo jakie pamiętam.
Pamiętam, że jak wysiadłem w Mikołajewie - byłem już totalnie zmęczony, to tańczyliśmy jeszcze z chłopakami
pół nocy u nich w mieszkaniu. Pamiętam, że prawie autokar mnie wtedy zostawił na Ukrainie, gdzieś w jakiejś
totalnej dziurze. Szybko Ci opowiem tą historię. Mega chciało mi się sikać, a jechałem w dresie by było mi
wygodnie, także nie miałem nic w kieszeniach, wszystko zostało w autokarze. Zobaczyłem, że kierowca wysiadł
i odpala papierosa, ok to biegnę się gdzieś wysikać. Wybiegam w krótkim rękawku z tego autokaru (była zima),
i jestem za jakąś budką. Wracam, patrzę nie ma autokaru. Byłem przyzwyczajony, że jak jechałem za Stuttgart
to kierowca zawsze liczył pasażerów. Mówię nie wierzę, autokar mi uciekł. Paszport, pieniądze, telefon - wszystko
zostało w autobusie. Patrzę, autokar wyjeżdża na główną drogę. Stary, biegłem jak pojebany za tym autokarem,
kopię mu w drzwi, ten po mnie krzyczy po ukraińsku, ja na niego krzyczę po polsku. Ale udało się i wsiadłem
w końcu do autobusu. Byłem wkurzony trochę więc postanowiłem tak tego nie zostawić. Jako że kierowcy się
często zatrzymywali i wychodzili na szluga, postanowiłem się zrewanżować. Sytuacja miała miejsce kilka godzin
później. Autokar się zatrzymuję, kierowcy wychodzą na szluga zostawiając w stacyjce kluczyki. Wbiegłem za
szoferkę i mówię do nich, że teraz ja wam spierdolę. Oni się mega zdenerwowali, rzucili te szlugi, wsiadają.
Ja stwierdziłem, że to nie był zbyt dobry pomysł, bo mogą mnie teraz tutaj zostawić (śmiech). Na szczęście
obróciliśmy to wszystko w żart, ale przyznam że mini mieli nie tęgie.

W Twoim przypadku zbieranie płyt to wciąż zajawka czy już uzależnienie? Ile się już tego uzbierało?


Uzależnienie i zajawka w jednym to na pewno. Można tu mówić o pewnym rodzaju uzależnienia (śmiech).
Jest to jakieś zdrowe uzależnienie, dopóki nie wyprzedaje rzeczy z domu (śmiech) by kupić jakąś płytę.
Ile tego jest? Nie wiem, nie liczę stary. Trochę tu tego jest, część została jeszcze u moich rodziców na Nowej
Hucie. Cały czas donoszę tutaj płyty. Już nawet nie mam gdzie tych półek tutaj wsadzać. Nie wiem, może zacznę
je podwieszać, póki co daję pod biurko. Wiesz, cieszy mnie to, że cały czas donoszę nowe płyty. Progres
w zbieraniu płyt jest. Mogę śmiało powiedzieć, że to uzależnienie, bo jak przez tydzień nic nie kupię to jest
nerwowo i na szczęście mamy tutaj Records Dillaz, gdzie mogę podjechać i chłopaki szybko zaspokoją mój
głód winylowy. Jeżdżę i digguje  gdzie się da. Do Berlina bardzo często wpadam. Gdzie jadę grać imprezę
to staram się wyjechać dzień wcześniej żeby pójść i połowić - to już taka moja tradycja.

Jest coś w polskim rapie co Cię ostatnio totalnie powaliło na nogi?

Może nie do końca w rapie, ale jakby na scenie - bardziej od strony muzycznej, niż lirycznej to płyta Modulators.
Nie ma tam raperów, ale za to są mega wielkie skillsy jeśli chodzi o didżejów - Eprom, Krótki i Ben zrobili rzeźnie
na tej płycie. Mówiłem już o tym zresztą i będę to powtarzał, bo jest to jedna z lepszych płyt jakie ostatnio
wyszły. Sarius mi się podobał bardzo. Sensi wydał fajną płytę. Lubię słuchać Bisza, Łone. Nie przekreślam całego
polskiego rapu dzięki takim postacią. Wychodzą od nich rzeczy, które mi się podobają, są w dodatku fajnymi
ludźmi, mają coś fajnego do przekazania. To jest moja ocena, każdy ma swoją. Tak żeby mnie coś powaliło
w stu procentach, że spadłem z krzesła, no to raczej nie. Modulatorsów słuchałem non stop.


To tyle jeśli chodzi o część drugą. Część trzecia (ostatnia) powinna się pojawić jeszcze w październiku.



Wywiad: Plash (Dj Przeplach) - część 1.


Link 17.09.2014 :: 17:30 Komentuj (0)

Znany dotychczas ze swoich miksów i grania na niezliczonej ilości imprez hip-hopowych - Dj Przeplach,
postanowił w końcu postawić na produkcję. W czerwcu wypuścił swój pierwszy materiał zatytułowany
"Isolation", dzięki któremu zupełnie niespodziewanie wskoczył do czołówki rodzimych producentów
hip-hopowych! Przeplach to przede wszystkim bardzo otwarty, uśmiechnięty i niezwykle sympatyczny
człowiek, który bardzo ceni sobie korzenne podejście do hip-hopu. W połowie września, gdy dzieciaki
powoli oswajały się z nowo rozpoczętym rokiem szkolnym, ja wybrałem się do Krakowa, by doświadczyć
co znaczy krakowska gościna i jak wygląda z bliska tutejsza scena hip-hopowa.

Wywiad z oczywistych powodów podzielony został na trzy części. Serdecznie zapraszam do sprawdzenia
pierwszej odsłony!!!

Przeplach, bym zapomniał - yerba w butelce to mistrzostwo świata!


Dosyć często pokazujesz się w koszulce drużyny Boston Celtics. Jesteś fanem NBA? Grywasz w kosza?

W latach dziewięćdziesiątych byłem ogromnym fanem koszykówki, gdy na Tvp2 w nocy leciały pamiętne
finały Chciago Bulls - Utah Jazz. Pamiętam, że jarałem się koszykówką do tego stopnia, iż w zimę potrafiłem
iść na boisko i kuć lód by móc pograć w koszykówkę. Wszystko zaczęło się od tego, że jak chodziłem do szkoły
pływackiej to na wuefie nie bardzo radziłem sobie z koszem, co było niejednokrotnie powodem śmiechu wśród
moich kolegów. Pamiętam, że pewnego dnia uparłem się i postanowiłem zabrać się za grę w kosza. Mieliśmy
dość mocną ekipę u mnie na osiedlu Kolorowym na Nowej Hucie, która wzięła mnie pod swoje skrzydła. Gdy
po wakacjach wróciłem do szkoły to byłem bossem (śmiech). Bardzo fajnie wspominam te czasy. W prawdzie
teraz już nie śledzę tak wnikliwie ligi Nba, ale zdarza mi się z synem porzucać do kosza. Jeśli chodzi o koszulkę
Bostonu Celtics, to bardziej ukłon w stronę pierwszego klipu House of Pain, który zrobił na mnie ogromne
wrażenie - stąd zamiłowanie do koniczynki i tych kolorów. Bardziej niż Bostonu byłem fanem Chicago Bulls,
choć nie ukrywam, że grą Larrego Birda byłem zachwycony!


Na jednym ze swoich facebookowych zdjęć, stoisz wraz z B-Boyem Yarko z Lajonów Kingz w Warszawie
na Placu Zbawiciela i chcecie podpalać tęczę (śmiech). To akcja pół żartem, pół serio czy coś bardziej
zaangażowanego?


Żadna zaangażowana akcja. Grając na imprezie "Dźwięk złam" w Warszawie - swoją drogą na bardzo
fajnej miejscówce (opuszczone perony polskich kolei), gdzie zagrali między innymi Trails X, odbyły się
zawody b-boyowe, jam graffiti - ja miałem hostel niedaleko Placu Zbawiciela. Jak podszedłem i zobaczyłem
ile miasto Warszawa wpakowało kasy w obronę tego czegoś, bo inaczej nie umiem tego nazwać, to mnie
po prostu przeraziło. Wszędzie kamery, patrole - ktoś przecież za to płaci, idą na to pieniądze podatników,
co już w ogóle jest dla mnie totalnie przerażające. Nawet podszedłem do strażnika miejskiego i zapytałem
czy mogę tam podejść, pod tą tęczę - usłyszałem "no co Ty, przecież tam się od razu zraszacz włącza,
podjeżdża patrol, zawijają Cię, dostajesz mandat". Zrobiliśmy z Jarkiem takie, a nie inne zdjęcie, bo jest to
dla mnie niewyobrażalne, że pieniądze pakowane są w coś takiego. To chyba bardziej gierki polityczne,
już sam nie wiem.

Pytanie o scenie pociągową w Krakowie. Jak to teraz wygląda? Urwis czy takie ekipy jak CNB, RMS wciąż
są aktywne?


Chłopaki z CNB jak najbardziej są aktywni nie tylko na panelach, ale również na mieście. Urwis, mój bliski
przyjaciel jest też jak najbardziej aktywnym malarzem, zresztą już od wielu wielu lat. Scena krakowska
graffiti moim zdaniem ma się dobrze - można zauważyć coraz lepsze prace na mieście czy na pociągach.
Rośnie nowe pokolenie, które jeszcze moim zdaniem jeszcze dużo pokaże polskiej scenie. O lokalną scenę
jestem jak najbardziej spokojny.

A nie uważasz, że w pewnym etapie malarze z Krakowa na płaszczyźnie pociągów nieco odstawali od
graficiarzy z Gdańska, Katowic czy Warszawy?


W pewnym etapie tak. Nie było tego za dużo, ale cieszę się, że jakoś się to wszystko wyprostowało dzięki
kilku osobom. Rzeczywiście był taki moment posuchy jeśli chodzi o blachy w Krakowie. Jest już ok. Dzieciaki
znają zasady - wiedzą co robić, jak robić, starsi ich "wychowują" i pokazują odpowiednią drogę jeśli chodzi
o malowanie, co moim zdaniem jest najlepszym wyjściem w hip-hopie w ogóle. Zdecydowanie najbardziej
aktywną postacią na scenie jest wciąż nieprzerwanie Urwis.

Tak jak Ci wcześniej mówiłem, B-Boying to coś z czym kontakt (nie wiedzieć czemu) straciłem w 2009 roku
po imprezie Freestyle Session w Katowicach. Jak w chwili obecnej wygląda polski b-boying na tle tego
światowego? Wciąż na topie Polskee Flavour i Funky Masons?


Wiesz co, śmiało można powiedzieć, że polska scena b-boyowa już dawno jest na poziomie światowym.
I mówię to bez żadnego pucowania się czy coś. Chłopaki za każdym razem potrafią to idealnie udowodnić.
Jeśli ktoś choć trochę śledzi scenę, jak ona wygląda to wie, że taka jest po prostu prawda. Przykładem jest
chociażby drugie miejsce na takie imprezie jak Freestyle Session zdobyty przez właśnie Polskee Flavour.
Tak naprawdę nie tylko Polskee Flavour i Funky Masons, jest Kingz of Warsaw, RockaFellaz, Lajony Kingz,
jest naprawdę sporo ekip, Sinior Skład Family gdzie masz nie tylko b-boys, ale także kolesi którzy tańczą
rocking - między innymi Kostek i Skóra. Chłopaki pojechali do Stanów i wywalczyli pierwsze miejsca na
szanowanych imprezach jeśli chodzi o rocking. Polska scena b-boyowa stoi naprawdę na wysokim poziomie,
widzę to za każdym razem na zawodach, które mam okazje grać. Naprawdę poziom jest światowy. Jest
sporo bardzo dobrych graczy w Polsce z czego jestem cholernie dumny.

darmowy hosting obrazków
Kiedyś w Krakowie była taka ekipa jak Flexion Moves. Możesz w skrócie opowiedzieć historię tej załogi?

Kurde, to był najpiękniejszy okres (śmiech). Flexion Moves założyłem ja, Baton (z którym malowaliśmy,
jeździliśmy na deskorolce, graliśmy w kosza, a później zajaraliśmy się b-boyingiem) i Bodo. Baton do dzisiaj
ze mną trenuje, miał chwilową przerwę, ale wrócił i fajnie nam się razem tańczy, mamy kontakt, widujemy
się. Historia jest niesamowita, bo byliśmy pierwszymi b-boyami w Krakowie, nikogo nie było przed nami,
przynajmniej nie słyszałem o nikim, a interesowałem się tym, bo chcę znać historię tego miasta - jak to
powstawało, a niestety nie słyszałem o nikim, o żadnej ekipie, która byłaby przed nami. Na początku było
nam ciężko, ale ma to swój magiczny urok - nie było internetu, mieliśmy jednego vhsa, z którego uczyliśmy
się figur. To było mega tajemnicze i fajne, nie było tak wyświechtane jak teraz - nie mówię, że to do końca
jest złe, ale jednak zajawiasz się w czymś, nie wiesz dokładnie czym, jak to ugryźć, nie masz nikogo kto by
Ci coś pokazał. Każda muzyka, każda kaseta video z zawodami jest na wagę złota i oglądana przez nas
non stop. Tak się zaczęły początki Flexion Moves. Z naszej trójki to się później rozrosło chyba do 13 osób.
Tańczyliśmy w Nowej Hucie wszędzie - na ulicy, na boiskach, klatkach schodowych, nawet u mnie w domu
był taki mały squat hip-hopowy. Mega miło wspominam ten okres i zawsze będę szanował tych ludzi, z którymi
zaczynałem. Mam z nimi kontakt do dziś. W prawdzie tylko ja i Baton tańczymy, ale inne osoby też wspominają
to bardzo fajnie i z tego co wiem część chciałaby wrócić do tańczenia, ale wiadomo jak jest, gdy zaczyna
się dorosłe życie - praca, rodzina i nie każdy ma na to czas, co jestem oczywiście w stanie zrozumieć
i uszanować. Jestem bardzo dumny, że mieliśmy taką ekipę i zaczęliśmy ten b-boying w Krakowie. Nowa Huta
była niezwykłym miejscem gdzie większość osób robiła naprawdę konkretny hip-hop. Na każdym osiedlu
spotkałeś kogoś kto np. malował, tańczył, rapował czy udzielał się w inny sposób. Wszystko było bardzo
prawdziwe i szczere. Wszyscy się znaliśmy i trzymaliśmy razem. Mam potężny sentyment do tej dzielnicy,
ludzi oraz moich początków z hip-hopem i zawszę będę o tym mówił.

Temat Stylowej Spółki Społem. Funkcjonuje ta ekipa jeszcze? Z tego co pamiętam to Wasza płyta ukazała
się w Asfalcie.


Tanecznie Stylowa Spółka Społem już nie funkcjonuje, tylko kilku chłopaków tańczy na "własną rękę".
Bardzo bym chciał choć jeszcze raz wystartować z chłopakami na jakiś zawodach. Nasza pierwsza płyta
wydana została w Asfalcie, drugą płytę wydaliśmy już sami. Na chwilę obecną nasze drogi się nieco rozeszły.
Decu ma w tej chwili Szpilersów, ja jestem zajęty zespołem Flue i innymi swoimi rzeczami, ale widujemy
się na imprezach. Decu organizuję imprezę "Kontrole stylu", wciąż sędziuję, jest aktywnym b-boyem.
Niewykluczone, że coś jeszcze razem kiedyś zrobimy, póki co każdy poszedł sobie w swoją stronę - co jest
czymś zupełnie normalnym. Na dobrą sprawę do dziś mamy ze sobą mniejszy lub większy kontakt.
Wiesz, jak ja zaczynałem tańczyć to Stylowa Spółka Społem funkcjonowała jeszcze pod nazwą Heart Attack
Squad, wówczas im bardzo kibicowałem, bardzo byłem zajawiony ich tańczeniem, to był naprawdę konkretny
poziom jak na lata dziewięćdziesiąte. Kładli bardziej nacisk na styl i na esencje b-boyingu niż na popularne
wówczas power moves, gdzie "powerowo" też cisnęli grubo. Byli bardzo muzykalni, co mnie zawsze najbardziej
jarało w b-boyingu. Zaszczytem dla mnie było dołączenie do tej ekipy i reprezentowanie jej. Zasilenie szeregów
Stylowej zbiegło się w czasie z lekkim rozbiciem ekipy Flexion Moves - mniej trenowaliśmy. W Stylowej Spółce
Społem byłem aktywny zarówno pod względem muzycznym jak i tanecznym. Pozdro dla całej SSSpółki!

Na Twoim najnowszym wydawnictwie pojawił się BlabberMouf z ekipy Da Shogunz. Jak doszło do tej współpracy?

Mam dość oldskulowe podejście do tego tematu, ale ja nigdy nie współpracowałem z kimś przez internet.
Staram się człowieka poznać zanim zacznę z nim współprace, jeśli jest między nami wspólny vibe to wtedy
jak najbardziej zaczynamy działać razem. W momencie gdy pierwszy raz usłyszałem ekipę Da Shogunz to
po prostu zwariowałem, nie wiedziałem że coś takiego ma miejsce w Europie i byłem naprawdę w szoku.
Ich wydawnictwa są na bardzo wysokim poziomie i to nie tylko pod względem produkcji, ale też rapu.
Wiedziałem, że będę chciał coś zrobić z tym gościem! W momencie gdy uznałem, że to już ta chwila i będę
chciał wydać swoją epkę, zrobiłem bit, który pasował mi idealnie do Blabbera - nie widziałem nikogo innego
na tym podkładzie. I wtedy złamałem swoją zasadę i odezwałem się do niego przez internet. Rozmawialiśmy
ze sobą godzinami przez Skype, vibe zaskoczył i obaj stwierdziliśmy, że robimy wspólny numer. Podesłałem
mu swój bit, który bardzo mu się spodobał i po kilku dniach poszliśmy krok dalej i uznaliśmy, że warto zrobić
klip - zaprosiłem chłopaków do Krakowa. Blabber wpadł do mnie z CDS. Gdy spotkaliśmy się to po prostu nie
mogliśmy się nagadać, po czterech godzinach rozmowy czułem się jakbym znał go kilka lat. Pokazałem im Kraków
i naszą scenę hip-hopową - poznałem z Urwisem, wziąłem na próbę z Flue. Bardzo zależy mi na tym, że jak
z kimś współpracuję to chcę by zobaczył choć troszeczkę jak wygląda moje życie. W momencie gdy przyjechali
na klip, w Krakowie odbywały się zawody taneczne, gdzie wraz z CDS I Blabberem zagrałem wspólny koncert.
Byli bardzo zajarani i strasznie im się podobał klimat Krakowa. Wracają prawdopodobnie w grudniu (śmiech).
Blabber po przyjeździe do Holandii od razu napisał mi smsa "stary ja chcę wracać". BlabberMouf to naprawdę
bardzo fajna postać i jestem przekonany, że to na sto procent nie ostatnia rzecz jaką wspólnie zrobiliśmy.
Mamy już kilka planów, o których póki co nie chciałbym mówić.

Druga część wywiadu lada dzień. Zapraszam!


Wywiad: Trials X


Link 05.05.2014 :: 18:30 Komentuj (0)

Zapraszam do sprawdzenia obszernego wywiadu z warszawską grupą Trials X - autorami pierwszego
polskiego albumu hip-hopowego.

Często podkreślacie, że jesteście fanami Public Enemy. Jak oceniacie występy Flavor Flav'a w reality
show między innym "Flavor of Love"?


Platoon: Ktoś mógłby powiedzieć, że się sprzedał, jednak ja uważam, że każdy ma prawo robić
to, co podpowiada mu sumienie. Jego działania zarobkowe raczej nie mają negatywnego wpływu
na odbiór przez fanów, a tym bardziej na scenę rapową. Zarówno Flavor Flav, jak i reszta Public
Enemy z Dj'em Lordem, Terminatorem X i Mr. Chuckiem D na czele zasługują na szacunek. Osobiście
śledzę ich poczynania na scenie i wiernie kibicuję. Lord godnie zastępując Terminatora, wniósł świeży
powiew do ich muzyki i to mnie cieszy.

Tiger: Public Enemy był dla nas wzorem ponieważ podobał nam się cały ich wizerunek od logo,
projektów, okładek, ubrań, tancerzy z grupy S1W do najważniejszego czyli przesłania w ich rapie.
To była całość zamknięta i dostawałeś jakość. Teledyski bardzo nas inspirowały to było bardzo świeże
zawsze. Włączałeś MTV i w "Yo Mtv Raps" leciały najnowsze dokonania grupy. Chcieliśmy być jak oni,
bo to był bunt, muzyczny i jednocześnie wiedza jaką otrzymywałeś w pigułce o tym co dzieje się
w Stanach Zjednoczonych.

Dlaczego Wasz kompakt wychodzi dopiero po dwudziestu latach? Pomijając już fakt, że przez dziesięć
lat mieliście związane ręce. I może od razu powiedziecie dlaczego Fonografika? Dostaliście od Jacka
Caby ofertę nie do odrzucenia?


Platoon: Po 2005 roku, kiedy przestał nas obowiązywać niefortunny kontrakt z poprzednim wydawcą,
zdecydowaliśmy się na reedycję. Najpierw trzeba było odnaleźć taśmy (DAT'y) ze studia. Zajęło nam to
trochę czasu. Planowaliśmy wydać "P-C-P" na winylu, jednak powstrzymywaliśmy się z realizacją tego
pomysłu, głównie przez to, że zawsze dążyliśmy do jak najlepszej jakości, a wtedy ogrom spraw prywatnych
i zawodowych nie pozwoliłby nam zaangażować się w projekt w 100%. Rozmowy z wydawcą zainicjował
Piotr z Mopi Music Group i bezbłędnie trafił w oczekiwania JSDK z Rapportal, który współpracuje z Fonografiką.
Tym samym obydwaj panowie sprawili, że Fonografika skontaktowała się z nami, proponując współpracę.
Jak do tej pory, wszystko układa się po naszej myśli. Zobaczymy, co będzie dalej.

Tiger: Przyszedł czas na ten materiał, a po latach chyba bardziej jest zauważony przez scenę, w zasadzie
dużo przez ten czas się działo i sądzę, że wcześniej byśmy musieli zbyt dużo tłumaczyć, czego nie trzeba
tłumaczyć już teraz. Jest jasne jakie był czasy i jasne jest, że na szeroką skalę przecieraliśmy szlaki polskiego
hip-hopu. Fonografika ma jedną z lepszych dystrybucji w Polsce i stwierdziliśmy, że warto spróbować.

Na co liczycie puszczając w świat tę reedycje? Co musi się stać byście byli w pełni zadowoleni z tego
ruchu? Czy może fakt, iż trafiliście na półki sklepowe po blisko dwudziestu latach od zarejestrowania
tego materiału już Was w pełni zadowala?


Platoon: Połowa sukcesu już za nami, bo sam fakt, że "Prawda-Cel-Przesłanie" jest dostępny w sklepach
sprawił nam wielką radość. Druga połowa będzie wtedy, gdy odbiorcy docenią nasz materiał rozumiejąc,
w jak odległych czasach było nam dane go nagrywać. Będzie nam miło, jeśli za pomocą naszego materiału,
wywiadów i filmów uda się przekazać naszą historię i klimat tamtych lat. Wiem, że są ludzie, którzy chcieliby
znaleźć się chociaż na chwilę w latach dziewięćdziesiątych i wierzę, że album TRIALS X sprawi im frajdę.

Tiger: To racja co pisze Platoon, dokładnie wielu młodych ludzi "tęskni" za tamtymi czasami (śmiech).
Widać, że powstawało coś co było bardzo autentyczne.

Biorąc pod uwagę ilość logotypów z tyłu Waszej okładki można wnioskować, że nie do końca wierzyliście
w sukces tej reedycji. Naprawdę pierwszemu polskiemu zespołowi hip-hopowemu potrzebna jest promocja
w takich miejscach? A może nie wierzycie w dzisiejszego typowego odbiorcę hip-hopu, który jest najzwyczajniej
w świecie leniwy i niezbyt skory do szukania czegokolwiek, nie mówiąc już o tym, że powinien mieć podane
wszystko na tacy.


Platoon: Nasi patroni promują muzykę miejską w Polsce i za to należy im się szacunek oraz podziękowania
chociażby w postaci logotypów na okładce. Aby młodzi ludzie zainteresowali się korzeniami rapu, to ktoś
musi rozgłaszać tą wiedzę, bo jest ona ważnym elementem kultury Hip-Hop. Taką właśnie misję spełniają
patroni.

Tiger: Możliwe, że trochę tak było, ale z drugiej strony tak jest, że właśnie wsparcie dostajesz od mediów,
im należy się odpowiednie miejsce na okładce, u nas po tylu latach nie można byłoby dać gołej okładki,
a patroni jak dowiadywali się o reedycji co chwile dosyłali nowe loga, aż prawie spóźniliśmy się z projektem
całości do drukarni. Wszystko było na styk.

Do płyty dodawana jest książeczka w wersji "kasetowej". To oryginał, który został z lat dziewięćdziesiątych,
czy może dodruk na potrzebę promocji reedycji?


Platoon: Dobrze, że o to zapytałeś. Na potrzeby reedycji zeskanowaliśmy okładkę jednej z dwóch sztuk
zafoliowanych kaset, jakie nam zostały z pierwszej edycji. W oryginale podpisy na zdjęciach w środku
był zamienione, tzn. Tiger był podpisany jako Platoon i odwrotnie. Stało się tak, ponieważ nie dostaliśmy
wtedy projektu graficznego do akceptacji, a kaseta ukazała się finalnie bez naszej zgody. Dzięki graficznym
umiejętnościom Anny Słowińskiej - zaprojektowała naszą nową okładkę - podpisy trafiły na swoje miejsca.
Tak przedrukowaną wkładkę z oryginalnej kasety magnetofonowej dołączyliśmy do płyty, aby każdy mógł
kupując CD, jak najwierniej poczuć magię kasety magnetofonowej.

W 2003 roku nakładem Asfalt Records ukazał się winyl "La Disco", na którym pojawił się między innymi
Red oraz Lady K. Dlaczego projekt umarł?


Platoon: To pytanie do Tigera, bo to projekt zainicjowany przez niego.

Tiger: Projekt nie był z założenia czymś co miało żyć wiecznie. Miałem pomysł, aby pojawiło się coś zupełnie
nowego na rynku, bo miałem dość w polskim rapie dołujących i przygnębiających klimatów. Chciałem pokazać,
że hip-hop może być lekkostrawny. Projekt Humaniztikz, miał być w połączeniem nowych brzmień w czym
ja już byłem zakorzeniony ze swoim duetem Modfunk. Zaprosiłem więc do projektu Reda, bo uważałem,
że wyróżnia się na rynku, bo rapuje po francusku. Okazało się, że Red jest bardzo wyluzowany i chętny
do współpracy. Ja jeszcze wtedy nie byłem taki mocny produkcyjnie, ale wspomógł mnie Platoon, Bartek
Wojciechowski na basie i Marcin Żurawicz na gitarze solowej. Wiedziałem co chcę osiągnąć i wiedziałem
jak to zaaranżować i miałem do tego odpowiednie warunki - własne studio. Lady K zaśpiewała ciut więcej,
ale ją, mówiąc nieładnie pociąłem w Sound Forge, gdyż chciałem uzyskać spójną wizję całej kompozycji.
No i śpiewa tam tylko "uuuu", ale jest to bardzo subtelne i do tej pory się tego nie wstydzę. Uważam,
że projekt był potrzebny, a dzięki Tytusowi ujrzał światło dzienne i pojawił się z sukcesem, sprzedał się
cały nakład jaki był na winylu. Potem jeszcze sam zrobiłem jako Humaniztikz remix do utworu "Zazdrość"
Numera Raz. Do obu utworóc powstały wysokobudżetowe teledyski, ale tylko dzięki naszym znajomym,
którzy pomogli nam rezygnując z własnej gaży, bo byśmy się im do dziś nie wypłacili (śmiech). Projekt
miał na celu pokazanie, że można inaczej tworzyć hip-hop. Ja byłem osłuchany w nowych brzmieniach
(co do dziś się nie zmieniło) - prowadziłem sklep z winylami, a to bardzo pomagało w takich akcjach.
Na świecie też tak się robi, że czasami powstaje projekt tylko dla jednego singla i potem formacja znika.
Jest tylko ten jeden utwór gdzie zbiera się na nim paru artystów i koniec, każdy idzie potem w swoją
stronę. Przykładem może być taneczny projekt Stardust.


Wasz drugi teledysk zatytułowany "Jarają, jarają" wyreżyserował Kuba Wojewódzki, który wówczas
Was mocno promował między innymi na Polsacie. Czy Wasza współpraca z Wojewódzkim ograniczyła
się tylko do promocji i produkcji tego obrazka?


Platoon: Kuba wspierał nas wtedy i był promotorem dobrych brzmień. Prowadził m.in. magazyn "Brum",
na łamach którego pisał również o TRIALS X. Wtedy to była jego pasja i praca.

Tiger: Nasz były manager nam pomógł w całej akcji, a potem już Kubę raczej widywaliśmy jako celebrytę
w mediach. Acha - zrobił potem jeszcze z nami z dwa wywiady do prasy i zaprosił nas do "Halogramy"
w telewizji Polsat, gdzie byliśmy gośćmi na żywo. Chyba podobał mu się wtedy nasz rapowy bunt.

Podczas Waszej trasy koncertowej po Polsce organizowanej w 1995 roku przez firmę Adidas, poznaliście
kilka zespołów m.in. pochodzący ze Śląska Banita. Utrzymujecie jeszcze wspólny kontakt z tymi zespołami?


Platoon: Podczas koncertów w ramach "Adidas Streetball Challenge 1995", które zagraliśmy w Katowicach,
Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu i Gdyni zainicjowałem konkurs dla wolno stylowców. Rzeczywiście
jednym z uczestników był zespół Banita z Będzina. Panowie weszli na scenę i zrobili niezłe zamieszanie.
Zaprosiliśmy ich później żeby zagrali obok nas swój koncert w kolejnym mieście na trasie. Mamy kontakt
do dziś poprzez facebooka. Z tego co mi wiadomo, wrócili do grania po latach, za co należy im się szacun.
Co jakiś czas docierają do mnie również informacje od ludzi z różnych miast, które odwiedziliśmy, o tym
że pamiętają nasze koncerty niezależnie czy stali daleko w tłumie, czy byli u nas na scenie i wygrali
konkurs freestyle'u. Z tego miejsca Was pozdrawiam!

Tiger: Czuliśmy się jak gwiazdy trochę. Mieliśmy swój bus, hotele z wyżywieniem i ogólnie hip-hop pełną
gębą, bo obok tego były zawody w naszym ulubionym sporcie koszykówce. Nasze rapowane reklamy,
jakie nagraliśmy były grane w Sukiennicach, a my ubrani w ciuchy tej marki wychodziliśmy na scenę na
Rynek Główny w Krakowie. Łatwo było w takim miejscu spotkać nowe osoby, które też coś tworzą, można
było wymienić poglądy i utwierdzić się w przekonaniu, że nadchodzi nowa fala w muzyce.

Jak wspominacie Wasz koncert w Zakładzie Karnym w Siedlcach?

Platoon: Zostaliśmy w 1995 roku zaproszeni do występu w Zakładzie Karnym w Siedlcach w ramach
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Liczna publiczność przyjęła nas bardzo ciepło, były dwa bisy
utworu "Jestem wojownikiem" i owacje na stojąco, pomimo że straż więzienna nie pozwoliła uczestnikom
na wstawanie z krzeseł podczas koncertu. Zjedliśmy również obiad z naczelnikiem więzienia i wpisaliśmy
się do księgi pamiątkowej. Tego samego dnia zagraliśmy również dugi koncert w Siedlcach w ramach
tej samej akcji, już poza murami więzienia.

Tiger: Występ w więzieniu o podwyższonym rygorze w Siedlcach był ogromnym wyzwaniem. Jesteś młody,
a nagle masz zagrać dla ludzi, którzy np. kogoś zamordowali. Nie zapomnę nigdy człowieka z wytatuowaną
całą twarzą. Podszedł i zapytał czy dostanie kasetę i czy wyślę mu karty do gry, co uczyniłem. Od razu
szybciej dojrzewasz jak bierzesz udział w takich akcjach, Twój światopogląd się zmienia i zaczynasz
doceniać co masz i co dajesz innym. My daliśmy tym ludziom chwile rozrywki i jednocześnie zagraliśmy
bardzo prawdziwe kawałki, z którymi oni się identyfikowali. Jednocześnie wspieraliśmy akcję Jurka Owsiaka
i WOŚP. TO była misja.

Podobno reżyser teledysku "Czujee się lepiey" miał kilka dość odważnych wizji na ten klip, próbował
Was przekonać między innymi do klękania przed pomnikiem Adama Mickiewicza? Możecie opowiedzieć
nieco więcej o wizjach artystycznych reżysera?


Platoon: Reżyserem "Czujee sie Lepiey" był Wojtek Wieteska - obecnie znany i ceniony na całym świecie
artysta fotograf. Rzeczywiście Wojtek miał odważne pomysły i między innymi dzięki temu nasz klip wyróżniał
się spośród ówczesnych obrazków. Niektóre propozycje z naszej strony również były kontrowersyjne, ale
w finale udało nam się wypracować kompromis. W ostatniej scenie klipu kręcimy się wokół własnej osi,
zamiast klękać przed pomnikiem;-).

Tiger: Tak było. To zostało napisane po tym co my opowiedzieliśmy o sobie. Potem zaakceptowała to
telewizja. My mieliśmy bardzo trudną sytuację, bo to oni zaakceptowali, my przekreślimy w scenariuszu.
Kompromis był i chłopaki Bartek Maj i Wojtek Wieteska uwierzyli też w naszą wizję co wspólnie dało
taki efekt jaki mamy, że chodzimy po metrze, po rurach kanalizacyjnych itp. To był nasz wspólny projekt.
Pracowaliśmy ciężko przez dwa dni zdjęciowe. Jest nawet na youtube dokument z tego, który warto
obejrzeć.

Reprezentowaliście kiedyś nasz kraj w konkursie towarzyszącym Eurowizji. To była tylko i wyłącznie
sprawa internetowa?


Platoon: Tak. To był konkurs plików MP3, towarzyszący Eurowizji i zorganizowany przez portal mp3.com.
"Czuje się lepiey"reprezentował Polskę i zajął 3 miejsce. Dowiedziałem się o tym z wp.pl i to wszystko,
co wiem na ten temat.

Tiger: Już wtedy mocno działaliśmy w necie i zostaliśmy zauważeni, może dlatego, że byliśmy z Polski.


Śledzicie zapewne rodzimą scenę hip-hopową, który z wykonawców robi w tej chwili na Was największe
wrażenie?


Platoon: Nie chcę tu nikogo faworyzować, bo jest naprawdę wielu dobrych graczy. Jak już wspomniałem
w jednym z wywiadów, ostatnio zrobili na mnie wrażenie dwaj, działający niezależnie producenci bitów:
Sebastian Tomczyk i Fabster. Dlatego nagraliśmy z moim kompanem Juchasem numery na ich płyty
producenckie, co jak wiadomo nie zdarza nam się zbyt często, za to konkretnie. Zawsze z przyjemnością
słucham rapu Sokoła, Jwp, Mesa, Eldo, Kwiatka, Hadesa. Dobre płyty z zacnymi gośćmi wypuszcza w tym
roku 600V, czekam również na nowy album Numera Raz, który jestem pewien, że będzie korespondował
z moim gustem muzycznym. Z młodych undergroundowych raperów lubię Hadesa i Barzyca z Warszawy.

Tiger: No dużo ciekawostek jest i nowinek dziś. Hip-hop się zmienił i brzmi soczyściej. Ja lubię zawsze
posłuchać co nowego zrobi 600V, buduje teraz swój nowy label V6 i zapowiada się bardzo ciekawie
i światowo, ale ostatnio bardzo mi się spodobał Rasmentalism, bardzo ciekawie kombinują. Styl Kaena
jest jak na Polskę intrygujący, Pezet brzmi dla mnie zawsze ciekawie jak łączy rap z nowymi brzmieniami.
AK-47 i 3Y jest dość ciekawy. Onar, Numer Raz - zawsze się miło słucha, gdy pojawiają się Ci panowie
w nowych projektach.

Jesteście kolekcjonerami płyt? Jak spore są Wasze muzyczne zbiory?

Platoon: Przez wiele lat grałem imprezy tylko z winyli i siłą rzeczy spora kolekcja mi się uzbierała.
Szczerze mówiąc nie liczyłem, bo trzymam płyty w różnych lokalizacjach. Jak będę na emeryturze
to może policzę;-)

Tiger: Zbieram muzykę we wszystkich formatach, trudno policzyć, ale mam spory wybór.

Możecie coś więcej powiedzieć o projekcie "Niezapomniane legendy"?

Platoon: Jest to projekt zainicjowany przez JSDK. Powstanie album z nowymi nagraniami artystów
tworzących w latach dziewięćdziesiątych, którzy zostali wyłonieni w rankingu zorganizowanym przez
rapportal.pl. Co ważne, zyski ze sprzedaży albumu trafią na cel charytatywny.

Jak w 1994 roku wyobrażaliście sobie przyszłość hip-hopu? Jak to wyobrażenie wypada w zderzeniu
z dzisiejszą rzeczywistością?


Platoon: Czuliśmy się wtedy odpowiedzialni za szerzenie kultury hip-hopowej w naszym kraju i staraliśmy
się promować naszą muzykę w mediach. Niestety nie wszyscy raperzy wyłaniający się później spełniali
nasze oczekiwania wobec funkowego charakteru muzyki rap. Za nimi szła także rzesza fanów, którzy
swoją osobowością daleko odstawali od idei, jaka towarzyszyła nam pod koniec ubiegłego wieku.
Natomiast z początkiem dwudziestego pierwszego wieku, odbiorcy w większej mierze podatni byli jedynie
na muzykę popularną, której wykonawcy niestety zabierali się również za rapowanie. Koncerny wyczuły
mamonę i położyły na muzyce ulicznej swoje łapy. Natomiast w chwili obecnej - na szczęście - słuchacze
otworzyli się na nowe, świeże pomysły. Fani już nie bawią się tylko przy kawałkach promowanych w radiach,
ale potrafią wyszukiwać i doceniać wartościowe rzeczy. Artyści nie chcą już powielać najlepiej sprzedających
się pomysłów, dążyć do niepowtarzalnego stylu. Wszystko to dzięki fanom, poszukujących nowych, świeżych
rzeczy. Są też artyści niezależni, którzy zbudowali własne kanały promocyjne i dystrybucyjne. Działają
samo wystarczalnie i bardzo nas to cieszy, bo taka postawa przyczyniła się do nieustannego rozwoju muzyki.

Tiger: Ciężko było sobie coś wtedy wyobrażać, kiedy właśnie byliśmy w trakcie tworzenia czegoś nowego,
ale jedno jest pewne, miło nam z tego powodu, że nie sprawdziły się przekonania tych osób, które mówiły,
że będzie to trend muzyczny jednego sezonu. Jednak mieliśmy rację, że tak nie będzie.

Będziecie dążyli do tego by Wasz krążek ukazał się również na wosku?

Platoon: Pierwotnie myśleliśmy o reedycji "P-C-P" na wosku, dlatego w niedalekiej przyszłości wrócimy
do rozmów o tej opcji. Tym bardziej, że dążymy do promowania atawizmów didżejskich i większej
kreatywności, po to żeby gatunek didżejski nie wyginął;-)

Jakie są Wasze najbliższe plany muzyczne?

Platoon: Jeszcze w tym roku powinny się ukazać albumy producenckie Sebastiana Tomczyka i Febstera,
na których znajdą się dwa utwory popełnione przeze mnie wraz z Juchasem, Epromem i Janmarianem.
Planujemy też nagrać z Tigerem jako TRIALS X numer na płytę "Niezapomniane legendy", której inicjatorem
jest JSDK. Będzie również parę dużych niespodzianek m.in. dla fanów TRIALS X. Ponadto pracujemy
z Juchasem nad naszą wspólną płytą, bo nasze drogi krzyżują się nie tylko w muzyce, ale i w życiu
zawodowym oraz prywatnym.

Tiger: Całe życie chcę angażować się w muzykę i rożne projekty. Lubię to (śmiech).



Wywiad: Jeżozwierz


Link 22.04.2014 :: 20:00 Komentuj (0)

Przed Wami wywiad z Jeżozwierzem - raperem reprezentującym grupę Rap Addix. Zapraszam !

Kilka miesięcy temu trafiłem w internecie na informacje, iż szykujesz z Ostrym wspólny projekt,
który ma ukazać się na płycie winylowej. Możesz potwierdzić tę informacje i ewentualnie napisać
coś więcej o tym wydarzeniu?


Tak, potwierdzam informacje. Będzie to placek, na którym znajdą się dwa utwory - "Kiedy już mnie
nie będzie" i "Katany". Wyjdzie to w tym roku, zapowiadałem kwiecień, ale jak wiadomo Ostry teraz
promuje wspólną płytę z Marco Polo, ma też rodzinne sprawki. Zamieniłem z nim ostatnio dwa słowa,
pamięta o tym nadal (śmiech). Bez ciśnienia, oczekujcie.

Mamy już połowę kwietnia 2014 a epki w Blunted Astro jak nie było, tak nie ma. Olałeś projekt?
Wydawca nie spełnił Twoich oczekiwań? Jest realna szansa, że winyl jeszcze się ukaże?


Miałem nagrane dwa numery z pięciu, które miały tam trafić.  Trochę olałem projekt - przyznaję.
Wiesz, te bity mam nadal, chłopaki z Rap Addix mnie cisną żebym to dokończył. Jak mnie złapie
to może to sieknę, bo bity są naprawdę zacne, to co tam nagrałem też jest spoko. Chociaż znając
życie, jeśli przysiądę do tego znowu to będą to zupełnie nowe jointy.

Wyobraź sobie, że jesteś producentem muzycznym, któremu żaden raper nie jest w stanie odmówić,
mieszkasz w Stanach Zjednoczonych. Wymień siedmiu raperów, z którymi zrobiłbyś posse-cut.


Uuu, a mogę dwudziestu siedmiu (śmiech)? Dobra, postaram się: Sean Price, wiadomo Raekwon,
Rakim, Ill Bill, Pazienza, Rugged Man, Guilty Simpson. Niech będzie takie zestawienie, pierwsze
z brzegu. Boot Camp Click mógłbym wyprodukować całą płytę (śmiech).

Który koncert amerykańskiego rapera w naszym kraju wspominasz z wypiekami na twarzy?

Będę nudny - definitywnie Wu-Tang w Stodole, bo wiadomo taka faza, że po 15 minutach od
rozpoczęcia doszło do mnie co się dzieje, gdzie jestem I KURWA KTO STOI NA TEJ SCENIE, szok.
Jeśli chodzi o taki mega rozpierdol, wiesz że oglądałem ich koncert i "wow co oni wyprawiają"
to na bank sztuka Saian Supa Crew na Warsaw Challenge kilka lat temu - kurwa tańczyli, robili
beat-box, jechali na wolno. Kupili sobie całkowicie tłum, a wiadomo z racji, że to impreza otwarta
to było tam pełno "niezrzeszonych" osób - wiesz w stylu Dody z wózkami, chłopaki w pantoflach
i swetrach, no ale chuj zostali kupieni w moment - piękny show!

Które rzeczy w zachowaniu raperów, bądź osób uważanych przez ogół za raperów irytują Cię
najbardziej? Oczywiście poza wszechobecną hipokryzją.


Nie wiem, bo tak naprawdę nie znam zbyt wielu fejmowych raperów. Wiem, że niektórzy raperzy,
ba może nawet wszyscy traktują po macoszemu dj'ów i hype'ów. Wiesz, gra typek koncert za
pięć tysięcy złotych, a didżej dostaje 300zł - dla mnie to niepojęte, bo bez tego didżeja chuj by
zrobił. Wiesz, gramy koncerty Rap Addix to każdy bierze po równo, a nawet jeśli nie ma Pete'a
i gramy w opcji "ej włącz nam trójkę" to hajs i tak dostaje, bo po pierwsze lecą jego rzeczy, a po
drugie jest pełnoprawnym członkiem naszego cru. Niektórzy raperzy mają też opcję na blokowanie
na swoich profilach użytkowników którzy ich krytykują, dla mnie jest to całkowicie zabawne. Jeżeli
masz spadek formy to nawet fan może Ci napisać: "ej stary masz problem, spadła forma" i nie ma
się o co spinać.

Twój kolega z zespołu - Soulpete lada chwilę wypuszcza album wypełniony po brzegi znakomitymi
raperami ze Stanów. Ja osobiście jestem przekonany, że krążek w Polsce przejdzie niemalże bez
echa, niestety. Dlaczego kooperacje polskich producentów z zagranicznymi raperami są u nas
pomijane, w Twoim mniemaniu oczywiście? Czy aby na pewno chodzi tu tylko o barierę językową?


Przejdzie bez echa? Zobaczymy. Lwia część fanów rapu to obecnie dzieciaki, taka prawda i dzieciaki
chcą słuchać rapu dla dzieciaków - wiadomo. Piotrek nie jest modny, raperzy zaproszeni też nie są
"znani i super", zresztą obecnie na szczycie jest się sezon, potem przychodzą nowi. W Polsce doceni
ten kto ma docenić, chyba że Pietrek zrobiłby trapy i zaprosił jakiegoś Lil Wayne'a.

Jak spora jest Twoja kolekcja płyt? Ostatnie zakupy?


Myślę, że jest to ponad 300, może 350 sztuk. Dawno nic nie kupowałem. Ostatnio pozyskane rzeczy
to Pro8l3m, Radikal Guru, Niewidzialna Nerka. Sumując - więcej ostatnio kupiłem muzycznych prezentów,
niż egzemplarzy na stojak.



Pobawmy się w gdybanie. W 1987 roku ginie Scott La Rock. Rok później ukazuje się album
BDP zatytułowany "By All Means Necessary", w znakomitej swoją drogą wytwórni Jive Records.
Na tej płycie Krs-One nie jest już gangsterem, a nazywa siebie nauczycielem. Jak Twoim
zdaniem potoczyłaby się kariera muzyczna Chrisa, gdyby nie śmierć partnera z zespołu?


Myślę, że byłoby tak samo. "Criminal Minded" była gówniarską płytą. Typ był bezdomny, rozdawał ubogim
jedzenie wraz z "kryszyitami" (stąd też wzięła się jego ksywa), był graficiarzem, niejedno pewnie widział.
Więc myślę, że i tak poszedłby w rap społeczny. Śmierć przyjaciela tylko przyspieszyła ten proces.

Nie da się ukryć, że w hip-hopie jest coraz więcej agresji ze strony słuchaczy, ale nie tylko.
Myślisz, że któregoś dnia może zabraknąć komuś wyobraźni i powtórzy się incydent jaki miał
miejsce na wspólnym koncercie Boogie Down i Public Enemy, gdzie zginął fan? Bójki na
koncertach to niestety coś normalnego, przynajmniej na Śląsku.


Dlaczego w hip-hopie? Bójki mogą się zdarzyć na wielu innych koncertach. Nie jestem wróżbitą Maciejem,
więc nie wiem czy ktoś na gigu rapowym straci życie. Oby nie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś "Każdy raper powinien czytać". Jaka książka ostatnio przykuła
uwagę Jeżozwierza?


Jako, że jestem starym dziadem to ostatnio czytam sporo książek biograficznych (śmiech). Ostatnio
"spożyte" knigi to Mick Wall "AC/DC Diabelski Młyn", Albert Murdian "Wybierając Śmierć - Historia
Death Metalu i Grindcore'a", Timothy Brook, Jerome Bourgon, Gregory Blue "Historia Chińskich Tortur",
William Gubson "Światło Wirtualne" (wiem staroć, dzięki Kidd).

Jakiś czas temu rozstałeś się z niszową wytwórnią "Tu wolno palić". Widzisz się w jakiejś wytwórni?
I nie mam tutaj na myśli oficyn z sześcioma płytami w katalogu wydawniczym czy chociażby Stepu,
który ostatnio wg mnie wydaje wszystko "jak leci", a np. labelem, który działa naprawdę prężnie,
a z drugiej strony zachowuje estetykę wydawniczą - Asfalt Records. Jeżozwierz naprawdę już zawsze
w podziemiu?


Rap Addix z założenia ma być osadzone w podziemiu, ewentualnie zrobić jakiś podziemny sub-label
u kogoś większego. Jeżeli miałbym (mógłbym) wybrać wytwórnie dla siebie spośród tych w Polsce,
to definitywnie byłby to Asfalt Records. Jeżeli byłaby taka możliwość to bez problemu byliby to oni.

Masz wrażenie, że środowisko hip-hopowe jest tak bardzo zakłamane i wypłukane z jakichkolwiek
zasad, że lada moment cytując Białasa: "...jeszcze chwilę i zaczniecie straszyć nas policją"?


Ja nikogo polycją nie straszyłem (śmiech). Wiesz, ja jak i Rap Addix jesteśmy poza środowiskiem,
mam swoich ludzi spoza i ich się trzymam. Jeżeli jest tak jak piszesz to trochę słabo.

Oczywiście nie zacytowałem tutaj Białasa przez przypadek. Był taki moment, że do bitwy SB Mafija
vs Rap Addix było blisko. Jak wyglądają w tej chwili Twoje relacje z Solarem i Białasem? Mieszkacie
w tym samym mieście, przecinacie się pewnie czasem. Myślisz, że ten beef jest nie wykluczony?
Czy może dasz się teraz poznać jako Jeżozwierz-dyplomata. Ja osobiście obawiam się, że nie
skończyłoby się tylko na nagrywaniu kawałków.


Nie ma relacji. To nie są moi koledzy (nie licząc Queby - jego znam od dawien dawna), z Solarem
wódkę piłem kiedyś u koleżanki. Dlaczego miałoby się nie skończyć na nagrywaniu kawałków?
Ja nie jestem jakimś zabójcą. Chyba, że jechanie po Mamie by było, bo mówcie co chcecie, że spięte
podejście czy cokolwiek. Mama to świętość. Szanujcie swoje Mamy dzieciaki (śmiech).

Kilka tygodni temu do sprzedaży trafił Wasz winyl "Nie uciekniesz". Jesteś zadowolony z przyjęcia
tej płyty? Zmieniona okładka naprawdę Ci się podoba?


Odbiór materiału jak na "produkt na szybko", bo ta EP to naprawdę lightspeed, genialny. KOCHAJĄ
NAS, TAKA FAZA. Nakład zszedł w 5 minut. Nie wiem jak reedycja, o którą pytasz, nie mam jej jeszcze.
Nie wiem w jakiej ilości zszedł winyl. Nowa okładka fajna, chociaż zbyt oczywista. Pierwotny cover był/
jest naprawdę oryginalny, no i fajna komiksowa stylistyka.

Jakie są Twoje najbliższe plany muzyczne?

Album z Rap Addix, wosk z Ostrym, epka z Młodzikiem, epka z Laikiem. Chociaż najbliższy plan to tak
naprawdę wspólny album z Rap Addix. Dzięki za wywiad, pozdrawiam czytaczy. Piona!!!


Wywiad: Graf Cratedigger


Link 18.05.2013 :: 20:00 Komentuj (0)

Zapraszam do przeczytania wywiadu z młodym producentem reprezentującym barwy wytwórni
Queen Size Records - Grafem.

Dlaczego tak długo kazaliście czekać swoim słuchaczom na winylową wersje albumu "12 Beats
Sound Vol 1.7" ? Od premiery na cd mijają już przecież blisko dwa lata.

Jest to spowodowane szeregiem różnych przyczyn i obsuw przy wydawnictwach, które pojawiły się
w międzyczasie. Część z nich zapewne wyleciała już mi z głowy. Wg pierwszego planu, wosk miał
być wydany na dwóch winylach wraz z nowymi premierowymi numerami z udziałem anglojęzycznych
raperów. Ostatecznie jednak zrezygnowaliśmy z tego pomysłu na rzecz wydania dwóch osobnych
płyt. Najnowszą powód, dla którego płyta jest dopiero teraz to ogromne kolejki w tłoczni na Record
Store Day. Sama forma wydania wosku wygenerowała też dłuższy czas na realizację.

Jak z perspektywy tych dwóch lat oceniasz przyjęcie swojego krążka?

Myślę, że przyjęcie było dosyć dobre. 100 sztuk cd rozeszło się w trzy tygodnie. Jeśli wziąć pod
uwagę fakt, że przyszedłem kompletnie znikąd i w sumie nadal mało kto mnie kojarzy, to jest jakiś
tam sukces. Co zabawne polskie strony miały dużo większy problem w publikacji materiałów o tym
wydawnictwie niż te zagraniczne, które przecież dostają dużo więcej tego typu maili. Wydanie
tej płyty definitywnie pomogło mi potem nawiązać współpracę z ludźmi, z którymi pracuję obecnie.

Możesz nam zdradzić najbliższe plany wydawnicze wytwórni Queen Size Records? Pojawi się
w niej
jakaś nowa twarz?

QSR w tym roku będzie bardzo aktywne, gdyż oprócz moich 4 płyt wydaje nową płytę a może i płyty
Metra, który też nie śpi. Połowicznie za nową twarz wytwórni można uznać Kanał Zero.

Jakie płyty w ostatnim czasie dominują na Twoim gramofonie?

Te co zwykle, czyli Heron, Axelrod, Turrentine, Hubbard. Z rapu ostatnio kupiłem Pseudo Intellectuals,
które wydał Druh Sławek. Pierwszy Lootpack, Tribe'y oraz nieśmiertelny debiut Nasa.

Jakie jest Twoje zdanie na temat "wielkiego renesansu płyty winylowej" w naszym kraju?


Mody są, potem ich nie ma. Fajnie, że coraz więcej płyt wychodzi. Konkurencja w tym zakresie wzrasta
i odbiorca ma w czym wybierać. Średnio mnie interesuje polski rap, więc z reguły nie kupuję tych płyt,
chociaż i sprawdzam ich zawartość w mniejszym lub większym stopniu.

Na scenie brakuje mi zdecydowanie Funku i ekip jak Sfond Sqnksa, którego płytę Druh Sławek wydał na
podwójnym wosku całkiem niedawno.

Odnoszę wrażenie, że 80-90% odbiorców polskiego rapu (nie tylko winylowego) słucha wyłącznie rapu
po polsku plus jakieś tam aktualnie popularnych rap (pop-rap?) graczy ze stanów, nie mając przy tym
kompletnie żadnej wiedzy o historii i kulturze hip-hopowej, a rap jakby to nie było jest najbardziej
edukującym gatunkiem muzycznym.

Wymień pięciu rodzimych i pięciu zagranicznych raperów, z którymi chciałbyś współpracować
i powiedz
dlaczego akurat oni.

Jimson, za głos, flow i słownictwo. Hades, bo go lubię, chociaż miewa gorsze momenty. Z T?monem
chętnie bym coś nagrał, z Dizkretem, może jeszcze Jobkiz. W sumie to nie ma ich zbyt wielu. Bardzo
męczy mnie rodzimy rap, szczególnie to co ostatnio się w nim dzieje.

Brother Ali za całokształt, Slug za to samo, Mos Def też za wszystko, Pharoahe Monch za Organized Konfusion
i pierwsze solo. Slick Rick - jak można go nie uwielbiać? Tutaj to lista jest mega długa. To pięć jest pierwszym
lepszym, które przyszło mi do głowy. Pewnie z większością wyżej wymienionych i tak nigdy nie nagram, bo ich
stawka zapewne jest kosmiczna jak na nasze warunki. Mam gdzieś na dysku listę ponad 20 zagranicznych
undergroundowych (ideologicznie) raperów i raperek, z którymi chętnie bym coś nagrał.

Jakie są Twoje najbliższe plany muzyczne?

W tym roku wydaję 4 pozycje. Trzy woski i jedno cd.

Pierwszą z nich stanowi oczywiście "12 beats sound vol.1.7". Następnie zaraz po niej gdzieś w połowie
czerwca powinien pojawić się album Kanału Zero, projektu który współtworzę wraz z Wyrazem. Ja jestem
producentem całości materiału, a Wojtek odpowiada za wszystkie teksty oraz wokale. Jestem w trakcie
prac nad ostatnim numerem. Mamy około 45 minut muzyki, przed nami jeszcze końcowe miksy, selekcja
oraz mastering. Na naszej stronie www.kanalzero.pl można posłuchać promującego Niepodległość Trójkątów
numer "S.L.A.M." i fragmentów innych numerów. Co ciekawe sam numer "S.L.A.M." dodatkowo promuje polską
premierę filmu o nowojorskiej koszykówce - "Doin' it in the Park", autorstwa samego Bobbito Garcii. Na płycie
gościnnie wystąpił Dj Pstyk, Junes z Rap Adixx oraz Kecajj (Koligacja Gieka). Płyta zostanie wydana oczywiście
nakładem Queen Size Records.

Trzecia to anglojęzyczny wosk, na którym skończone mam już 7 ścieżek, gdzie aż w czterech pojawiają się
raperzy. Jest też instrumentalny numer z Markiem Pędziwiatrem o podróży na księżyc. W trzech numerach
Slime udowadnia dlaczego warto czekać na jego sratche pół roku. Część nagrań z tego wydawnictwa miała
się znaleźć na dwupłytowym wydaniu 12 beats. Chcę porobić na niego jeszcze trochę beatów i dograć paru
ludzi. Życie zweryfikuje czy mi się uda osiągnąć to co sobie wymyśliłem. Planujemy to wydać we wrześniu.

Czwartym wydawnictwem i póki co ostatnim, które planuje na ten rok jest wosk z polskimi raperami. Mam
numer z Junesem z 2009 roku, który nigdzie nie wyszedł i muszę go zremiksować, by zabrzmiał adekwatnie
do moich umiejętności w roku 2013. Mam bardzo fajny potrójny storytelling z Senseiem, który wydaje teraz
płytę na bitach Ostrego. Mam też nagrane numery z Ochem, Kiddem, Cruzem i Stillo (każdy oddzielnie),
z których zapewne coś wybiorę. Na pewno to nie koniec gości na płycie. Najprawdopodobniej wrzesień.

W bliżej nieokreślonej przyszłości planuje dwa woski z pewnym raperem, który pojawi się na dwóch wrześniowych
pozycjach, wosk z remiksami, kontynuacje 12 beats oraz płytę instrumentalną, która z założenia ma być czymś
więcej niż woskiem z beatami. Jest to pozycja, o której myślę od dłuższego czasu, gdyż praca z polskimi raperami
bywa bardzo męcząca i zniechęcająca. Może nowe Elabs Crew, może coś z Ochem...

Ostatnie słowo dla czytelników strony?

Wspierajcie naszą kulturę, nie tylko Polską, hip-hop jest uniwersalny i łączy ludzi bez względu na
kolor skóry, płeć, język czy środowisko, w którym się wychowaliśmy. Kupujcie płyty i cieszcie się nimi.
Nie promujcie na swoich ścianach wannabeez, przypadkowych kolesi, którzy nic nie reprezentują,
a wrzuca się ich tylko dla beki, przy okazji nabijając im fejm, którego pragną bo wątpię by którykolwiek
z nich miał jakąkolwiek głębszą filozofię na siebie i muzykę. Zajmują w ten sposób miejsce, które zająć
powinni twórcy, których szanujecie. Apeluje też do tych, którzy narzekają, że dana muzyka jest fajna,
a ma za mało odsłuchów, by promowali ją wśród swoich znajomych, bo to w moim mniemaniu prawidłowa
reakcja.


Wywiad z grupą Styloojeden.


Link 06.12.2011 :: 20:00 Komentuj (1)

Drugiego grudnia miała miejsce premiera pierwszego albumu śląskiej grupy Styloojeden zatytułowanego
"Z Tylu Jeden". Album ukazał się nakładem wytwórni MaxFloRec. Kilka dni temu odbyła się premiera
pierwszego teledysku promującego to wydawnictwo, klip można obejrzeć pod tym linkiem. Zapraszam do
wywiadu z Atimem, Puqiem i Zonkiem, z którego dowiecie się o kondycji śląskiej sceny hiphopowej oczami
grupy, zmianie wytwórni w ostatnim momencie, współpracy z ekipą Grube Jointy, muzycznych inspiracjach
chłopaków, planach na przyszłość i kilku innych sprawach. Debiutancki album Styloojeden można kupić
klikając w ten link.

1.Jak długo trwała praca nad materiałem Styloojeden? Czym sugerowaliście się przy doborze gości?

Puq
: Materiał tak naprawdę zaczęliśmy robić 2 lata temu, bo wtedy zrozumieliśmy co nam w duszy gra i co
powinien zawierać ten krążek. Wcześniej też nagrywaliśmy numery, ale to jeszcze nie było to. Musieliśmy
się nawzajem poznać. Jeśli chodzi o gości to przede wszystkim wiemy, że każdy z nich ma serce do muzyki,
pasję i doświadczenie a co za tym idzie wiemy, że warto z Nimi współpracować. Poza tym znamy ich twórczość
i po prostu się nam podoba. Nic nie dzieje się przypadkiem.

2. Pierwotnie Wasza płyta miała ukazać się w wytwórni Fandango Records, skąd ta nagła zmiana
i dlaczego Wasz album wyszedł jednak w MaxFloRec?

Puq: Z Fandango całość rozbiła się o kwestie techniczne i nie chodzi tu o pieniądze jak niektórzy sugerują:)
Propozycje wydania płyty skierowaliśmy do MaxFloRec i chyba nie będzie niczym niezwykłym fakt, że
współpracowałem kiedyś z Rahem i zawsze wspominałem to miło, więc ruch ten był naturalny i nie
zastanawialiśmy się nad tym długo. Materiał się spodobał i w ten oto prosty sposób jesteśmy tu gdzie
jesteśmy. Współpraca układa się świetnie. Dostajemy dużo pomysłów i pomocy, dzięki czemu możemy
spokojnie się skupić na robieniu muzyki.

3.Jakie macie plany na promocje płyty, planujecie coś więcej niż tylko standardowa forma promocji?

Atim: Poza standardowymi działaniami promocyjnymi mamy parę planów, ale nie będziemy o tym za dużo
mówić. Wszystko w swoim czasie.

4.Jak oceniacie śląską scenę hiphopową na tle kraju? Nie uważacie, że jest ona zbyt mocno podzielona?

Zonk: Moim zdaniem śląska scena na tle kraju wypada świetnie. Gracze stąd zawsze charakteryzowali się
świeżością, oryginalnym i pozytywnym podejściem do tematu. Hip hop ze śląska jest przyjemny dla ucha
i przeważnie niesie optymistyczny przekaz. Muzyka ma bawić a nie zamulać i tutaj tak właśnie się to
przedstawia.

5.Kogo darzycie największym szacunkiem na polskiej scenie rapowej?

Atim: Wszystkich tych, którzy robią to z serca, tych którym gra to w duszy i nie robią tego na siłę bo na to
akurat jest moda.
Puq: Każdy kto ma wpływ na to, że ta muzyka dociera do ludzi i ich zaraża zasługuje na szacunek. Zyskuje
na tym każdy, zarówno słuchacze jak i artyści. Potem pozostaje tylko kwestia gustu, ale o tym podobno się nie
rozmawia.

6.Zonk jak doszło do Twojej współpracy z ekipą Grube Jointy? Jesteś zadowolony z odbioru kawałka
"Lek na Zło"?

Zonk: Nie pamiętam już szczegółów, ale wiem, że kiedy zobaczyłem info, iż planowane jest wydanie GJ2
miałem już refren i pierwszą zwrotkę do 'Leku na zło". Zgrałem ten zarys i przesłałem do chłopaków z GJ jako
propozycję na CD. Po kilku dniach zadzwonił Timothy Drake, że się jarają, chcą to na płytę i czekają na całość.
A czy jestem zadowolony? Owszem, to był poniekąd debiut, został świetnie przyjęty, zatem nie może być inaczej.




7.Opowiedzcie o Waszych muzycznych inspiracjach, jakich płyt słuchacie na co dzień?

Zonk: Słucham dużo reggae od zawsze i to pewnie trochę słychać w mojej muzyce. Wiadomo - rapu,
trochę blusea i jazzu.
Puq: Oprócz muzyki, którą sam robię to trochę hardcore'u, bo lubię mocne riffy gitarowe i mam do tego
słabość od zawsze. Poza tym, wszystkiego po trochu.
Atim: Oprócz rapu do dziś lubię posłuchać punka, grunge'u i reggae.

8.Jak Waszym zdaniem powinien wyglądać wzór wytwórni muzycznej?

Puq: Szacunek, pomoc, uczciwość i chęć robienia czegoś niezwykłego. Oczywiście cechy obustronne.
Zonk: Myślę, że właśnie do takiej trafiliśmy.
Atim: Potwierdzam.

9.Będziecie coś robić w kierunku tego aby Wasz album ukazał się również na winylu?

Puq: Za wcześnie żeby o tym mówić, ale jeśli będzie spore zainteresowanie taką opcją to na pewno
nie  będzie większego problemu, żeby zrobić winyl. Oczywiście liczymy, że tak będzie.
Zonk: Zależy czy słuchacze będą robić coś w tym kierunku.

10.Wasze muzyczne plany na przyszłość?


Atim: Grać dużo koncertów :) w międzyczasie powoli pracować nad albumem Styloojeden 2, a w przyszłości
może jakieś solo.
Zonk: Solowy mixtape, nad którym pracuję. Styloojeden 2, Mixtape ST1 i pewnie milion innych opcji.
Puq: Solo, Styloojeden 2, Mixtape i jeszcze parę pomysłów, o których nie wiedzą nawet ludzie mający brać
w nich udział. Bądźcie czujni...