blog

Vinyle Misztala: Fisz - Piątek 13 by Grabiszczy


Link 02.01.2014 :: 19:30 Komentuj (0)
darmowy hosting obrazków
Dzisiaj na blogu kolejny po Calaku i Flincie dziennikarz, który w starych czasach związany był
z kultowym czasopismem "Ślizg". Grabiszczy wybierał długo płytę, o której chciał pisać. "Tej
nie lubię", "Tej nie znam" - ostatecznie wybrał wspólny album Fisza i Emade zatytułowany po
prostu "Piątek 13". Ja przyznaje, że czytając pierwszy raz ten tekst, poczułem się jak gdybym
czytał z 10 lat temu recenzje w "Ślizgu". Zapraszam, bo warto!

Kiedy już się zdawało, że Fisz i Emade zeszli na psy - czy może raczej na wielkie ciężkie słonie...
-"Piątek 13" był dla mnie wspaniałą niespodzianką. Panowie wrócili do swoich hip-hopowych
korzeni w takim stylu, że w 2006 roku mało kto mógł im podskoczyć. Wiadomo - Fisza trzeba lubić,
bo kurewsko daleko mu do stereotypowego rapera. Nie dość, że offbeatowy, to jeszcze potrafi
zarzucić w tekście studenckimi skojarzeniami, które są momentami do bólu nieporadne...

No właśnie - do bólu? Gówno tam! Dla mnie to akurat wielka zaleta Fisza. Słuchając go, nie mogę
przestać się uśmiechać. Tylko, że robię to nie z poczucia żenady, a z zadowolenia. "Ktoś myje gary,
ale nie Gary Oldman" - uroczo głupie, nie? A takich smaczków jest tu mnóstwo. Ale nie o samych
pierdołach Fisz nawija. Jego storytellingi to najwyższa klasa. Napinaczom jednak trudno będzie
się identyfikować z raperem, który pełen autoironii przyznaje, że rośnie mu brzuch i świecą mu
zakola. Ich strata.

Muzyka? Pamiętam, że gdy przeprowadzałem z Estragonem wywiad z braćmi Waglewskimi z okazji
wydania tego albumu, Emade ubrany był w koszulkę z napisem "J Dilla changed my life". Nie od
parady. Młodszy Waglewski odpieprzył na "Piątku 13" rewelacyjną robotę, za którą jego mentor
na pewno by go pochwalił. Chwalę i ja, a za taką na przykład "Krew" czy "Goryla" bije wręcz
pokłony. I tak sobie myślę, że Tytus powinien zastanowić się nad wydaniem tego albumu w wersji
instrumentalnej. Brałbym jak staruszka kredyt w SKOK-u - wyszło mi Fiszowo?

Ale cóż, pokolenia się zmieniają i choć od premiery materiału minęło raptem siedem lat, to po
przeczytaniu tych wspominek hip-hopowego zgreda niejeden małolat rzuci pewnie w moim kierunku:
"Wyrośnięty ciulu, co się tak podniecasz?" No podniecam się, bo warto.


Vinyle Misztala: BDP - Stop The Violence by Flintstone


Link 11.12.2013 :: 20:02 Komentuj (0)
darmowy hosting obrazków
Jeśli kiedykolwiek pomyślę, albo co gorsza powiem na głos, że dobrze piszę to od razu wrócę
chociażby do tego tekstu Marcina Flinta, aby sprowadzić się szybko na ziemie. Bez zbędnego
lania wody zapraszam do sprawdzenia co o singlu Boogie Down myśli jeden z autorów książki
"Antologia Polskiego Rapu" - Marcin Flint.

O ile pierwsze trzy solówki Parkera dobrze się zestarzały, stanowiąc obecnie kanon nowojorskiego
rapu z lat 90., to niestety nie do końca mogę powiedzieć to samo o ejtisowym Boogie Down. Albumy
BDP są z dzisiejszej perspektywy naprawdę uciążliwe w odbiorze, niemniej nad pojedynczymi trackami
i tak warto się pochylić. Czy takim numerem jest "Stop the Violence"? Jamajska naleciałość we flow
KRS'a pozwala odetchnąć trochę od monotonii oldschoolu, linia basu po latach wciąż może się
podobać, a refren wpisał się bez wątpienia do historii gatunku (spuśćmy zasłonę milczenia na słuchacza
polskiego rapu, który po tym gdy na nawiązanie pozwoliła sobie K.A.S.T.A. krzyczał w niebogłosy, że
właśnie splagiatowano Black Star). Niestety jest też druga strona medalu - długość kompozycji osłabia
siłę jej wymowy, raper pozwala sobie na przykry populizm, a słuchacz pamiętający, że na poprzedniej
płycie, zaledwie rok wcześniej rozpoczynał zwrotkę 'Me knew a crack dealer by the name of Peter / Had
to buck him down with my nine millimeter" będzie podejrzliwie patrzył na neofickie, pokojowe przesłanie,
nawet jeśli śmierć kolegi z zespołu wydaje się je uzasadniać. Warto wyrobić sobie własne zdanie -
jeżeli chodzi o moje, to zdarzały się Krishnie bardziej plastyczne, zwięzłe, mocniejsze w wydżwięku
odezwy na ten sam temat.


Vinyle Misztala: Molesta - Skandal by Calak


Link 01.12.2013 :: 14:05 Komentuj (2)
darmowy hosting obrazków
Drugi wpis z cyklu "Goście". Tym razem do gościnnej notki zaprosiłem jednego z najbardziej
utalentowanych dziennikarzy w Polsce piszących o czarnej muzyce. Andrzej "Calak" Cała, bo
o nim mowa, to autor między innymi leksykonu "Beaty, Rymy, Życie". W swoim dziennikarskim
CV wpisać może współpracę ze "Ślizgiem", "Klanem", "DosDedos", "T-Mobile Music" a także
"Hiro" czy "Machiną". Zatem zapraszam do sprawdzenia - Calak o "Skandalu".

"Skandal" to album, który większość osób z mojego pokolenia zna w zasadzie na pamięć. Jeden
z tych absolutnych klasyków nie nudzących się po latach. Ząb czasu naruszył wiele wydawnictw
datowanych na drugą połowę 90., ale akurat Moleściaki się bronią. Pisanie dziś o tej płycie to na
dobrą sprawę syzyfowa praca - nie wiadomo do końca po co, dlaczego i dla kogo to robić. Ludzie
w wieku 30+ na imprezach (ale nie tylko!) często rozmawiają ze sobą cytatami z poszczególnych
numerów. Młodzi nie pamiętający klimatu tamtych czasów narzekają na to, że rymy są tu proste,
technika i flow kuleje, a bity aż za bardzo chropowate. I weź im wytłumacz, że to nie ma żadnego
znaczenia, bo chodzi o emocje, wspomnienia, refleksje, momenty, gdy widząc na ulicy kolesia
w szerokich spodniach i z walkmanem byłeś niemalże przekonany, iż zapytany "co tam człowieku?"
odpowie "się żyje". To se ne vrati. Album pokolenia.


Vinyle Misztala: Hi-Tek - Hi-Teknology by Bartkos87


Link 06.11.2013 :: 17:38 Komentuj (0)
darmowy hosting obrazków
Nie ukrywam, że swego czasu bardzo inspirowałem się takimi graczami jak chociażby Marcin Flint
czy Dawid Bartkowski. Dlatego bardzo się ucieszyłem gdy między innymi oni zgodzili się gościnnie
napisać notkę na moim blogu. Dzisiaj na Vinylach Reda pierwsza odsłona nowego cyklu "Goście"
a w nim znany m. in. ze współpracy z Popkillerem czy jednego z najchętniej czytanych polskich blogów
hip-hopowych "RAPort" - Dawid Bartkowski.

Najlepsza płyta z Rawkusa? Nie, na pewno nie ta (a już przynajmniej dla mnie). Przełom tysiącleci
był dla tej nieistniejącej już wytwórni bardzo owocny pod względem jakości wypuszczanego materiału.
Zaryzykuję nawet twierdzenie, że zmienili nawet postrzeganie rapu. Piękne debiuty Mos Defa czy
Pharoache Moncha skutecznie przysłaniają ten pełnoprawny producencki LP jednego z moich ulubieńców.
Przepiękne beaty, na poziomie wydanego rok później "Train of Thought", kreują niesamowitą aurę,
idealną pod dobrych lirycznie raperów. Tyle tylko, że z tym jest tu różnie, bo o ile nie można się czepiać
Taliba Kwaliego czy Commona (którzy jakby zostali stworzeni dla Hi-Teka) to już, mimo mojego szacunku
Cormegi czy kolesi ze Slum Village jak najbardziej. Pierwszemu po prostu nie wyszło, a drudzy to jednak
druga, a nawet trzecia liga. Dobra, dla niektórych klasyczna już pozycja, ale w moim prywatnym hejtekowym
zestawieniu ląduje jednak za częścią drugą. Po stokroć warto, chociażby dla sprawdzenia chemii kolesi
z Mood czy Kwieliego z producentem.